ARCHIWUM

Mydłostacja — Peel-Maseczka Słodkie Pożegnanie — Naturalna Pomadka Ochronna

Mydłostacja znowu u Nas na tapecie! Kolejne dwa produkty: maska, która jest również peelingiem oraz pomadka do ust. Jeden z nich to dozgonna miłość, a drugi niekoniecznie… Zapraszamy do lektury!

Peel-Maseczka Słodkie Pożegnanie

Maseczka to produkt stworzony do skóry trądzikowej i zanieczyszczonej. Połączenie zielonej glinki z olejem laurowym, migdałowym, peelingiem z pestek oliwek oraz olejkami z mięty i czekolady to mieszanka, która skutecznie łagodzi stany zapalne, zapobiega nadmiernemu wydzielaniu się sebum i wycisza skórę dotkniętą trądzikiem pospolitym oraz niedoskonałościami.

 

Działanie poszczególnych składników:

  • zielona glinka kaolinowa - jej bogactwem są krzem, magnez, wapń, potas, fosfor sód oraz wiele innych mikroelementów przyczyniających się do prawidłowego funkcjonowania oraz odbudowy naskórka. Jest to najsilniej działająca ze wszystkich glinek dlatego, że posiada właściwości silnie oczyszczające, ściągające, antybakteryjne, a także poprawiające krążenie. Najlepiej nadaje się do skóry trądzikowej, mocno zanieczyszczonej oraz starszej i zwiotczałej.

  • olej laurowy - zawarte w nim glicerydy kwasu laurynowego, palmitynowego oraz linolowego sprawiają, że posiada on właściwości antyseptyczne, przeciwgrzybicze, antybakteryjne oraz łagodzące stany zapalne. Dodatkowo doskonale dezynfekuje skórę oraz odnawia jej płaszcz hydrolipidowy.

  • olej migdałowy - jest znanym olejem wszechstronnie stosowanym w pielęgnacji skóry, gdyż posiada właściwości zmiękczające skórę, ochronne oraz odbudowujące. Jego bogata budowa, która składa się z ogromnej ilości substancji białkowych, nienasyconych kwasów tłuszczowych, witamin A ( retinol pomocny w walce z trądzikiem) , E ( witamina młodości), witamin D, B12, protein i minerałów jak żelazo, magnez, mangan, fosfor czy cynk. Nie podrażnia, nie uczula i nie wywołuje alergii. Jest cudownym kosmetykiem !

  • pestki oliwek - mają funkcję lekko złuszczającą, która ma sprawić, że wszystkie składniki maseczki jak glinka oraz oleje przenikną wgłąb skóry pozwalając jej przyjąć właściwości i substancje aktywne, które w sobie zawierają. Pestki oliwek powodują bardzo delikatne złuszczenie, lecz mimo to, maseczka nie nadaje się do skóry mocno trądzikowej z rozognionymi zmianami ropnymi.

  • masło kakaowe - wspaniały emolient i ratunek dla zniszczonej skóry. Jest przez nią bardzo dobrze tolerowane co oznacza, że ma powinowactwo z naturalnym sebum oraz zawiera naturalne antyutleniacze. Jego ogromną zaletą są minerały takie jak potas, magnez, wapno i żelazo. Działa przeciwutleniająco, wygładza skórę i nadaje jej sprężystości.

  • eteryczny olejek miętowy - olejek pozyskiwany z mięty ma silne właściwości antybakteryjne, przeciwgrzybicze i antyseptyczne. Doskonale nadaje się do cery problemowej ponieważ wspaniale oczyszcza i “wybija” bakterie.

  • olejek czekoladowy: dla równowagi, dla zmysłów, dla odprężenia- piękny!



INCI: Montmoryllonite, Prunus Amygdalus Dulcis Oil Laurus Nobilis Oil, Olea Europea ( Olive) Seed, Cacao Butter,  Parfum, Mentha Arvensis Leaf Oil, Citronellol, Geraniol, Eugeniol, Citral, Linalool.

Zastosowanie: maseczkę można stosować 1-2 razy w tygodniu. Na umytą skórę nakładamy maseczkę delikatnie masując okrężnymi ruchami po czym zostawiamy na około 5-10 minut. Zmywamy ciepłą wodą i w razie potrzeby nakładamy krem. Nie stosować na skórę z zaognionymi zmianami ropnymi.

Maska znajduje się w słoiku z jasnego szkła o pojemności 60 ml. Jej skład zachwyca, jest wspaniale przemyślany i całkowicie naturalny. Produkt łączy w sobie zalety peelingu i maski. Ma zielonkawy kolor i gęstą, jednolitą konsystencję. Wydobycie z opakowania oraz aplikacja, nie sprawiają żadnego problemu. Maska obłędnie pachnie niczym miętowe czekoladki – bardzo przyjemne i relaksujące połączenie. Produkt z łatwością rozciera się w dłoniach, a następnie na twarzy, bez żadnej straty kosmetyku. Masaż połączony z peelingiem możemy wykonywać długo – produkt cały czas jest „plastyczny” – nie zasycha. Całość zostawiamy następnie w formie maski. Ja zmywam ją po znacznie dłuższym czasie niż zaleca producent. Trzymam ją nawet 40-50 min. Zapach mięty jest intensywny i lekko pieką mnie od niej oczy, dlatego nie nakładam maski na szeroko pojętą okolicę oczu. Peelingujące drobinki są liczne i malutkie, ale skutecznie i delikatnie złuszczają skórę. Produkt zmywa się dosyć łatwo. W trakcie zabiegu, maska przyjemnie chłodzi skórę. To bardzo relaksujące. Dodatkowo wszystkie zaczerwienienia zostają, mam wrażenie, wyciszone i uspokojone. Po zmyciu twarz jest mega świeża i gładka. Fantastycznie czysta, koloryt ujednolicony, widoczność porów zmniejszona. Maskę stosuję 1-3 x w tygodniu od prawie 2óch miesięcy. W tym czasie pozwoliła mi pozbyć się wszystkich grudek i zaskórników zamkniętych. Uporałam się ze stanami ropnymi w okolicy żuchwy, których nie mogłam wyleczyć już bardzo długo. Aktualnie jeszcze walczę z kilkoma zmianami na policzkach, które się skrzętnie odradzają co jakiś czas, ale widzę, że są one zdecydowanie mniejsze, mniej bolesne i szybciej się „leczą”. Ta maska to moje odkrycie roku! Z powodu problemów hormonalnych moja skóra wyczynia cuda przez ostatnie pół roku i pomimo świadomości prawidłowej pielęgnacji, nie mogłam okiełznać tych niedoskonałości! Zwłaszcza czoło. Było jak pobojowisko. Wszędzie grudki i „wulkany”. Teraz to wspomnienie. Czoło mam czyste jak łza. Z policzkami też wygram, z pomocą peel-maseczki to jest możliwe! Jasne, mam przebarwienia po tym wszystkim i to temat na osobną batalię. Peel-maseczka to niesamowicie skuteczny produkt: antybakteryjny, antyseptyczny, łagodzący zmiany zapalne i przyspieszający ich gojenie. Absolutnie, jeśli masz cerę trądzikową lub zmiany spowodowane zaburzoną gospodarką hormonalną, albo po prostu masz skłonność do niedoskonałości to ten produkt to Twój MUST HAVE. Zaufaj mi! Dodatkowo maska nie wysusza skóry ani jej nie podrażnia, co niestety często ma miejsce w przypadku kosmetyków dedykowanych cerze trądzikowej. Na pewno kupię kolejne opakowanie, a potem jeszcze kolejne. Coś pięknego!

Maseczkę kupisz tutaj.

Naturalna Pomadka Ochronna

Pomadka ochronna to ukojenie dla spierzchniętych ust, a także ich nawilżenie i odżywienie.

Działanie poszczególnych składników:

  • masło kakaowe - pełni funkcję ochronną, zmiękczającą i uelastyczniającą usta . Dzięki niemu pomadka też jest twarda i wydajna.

  • olej z pestek moreli - łagodzi podrażnienia powstałe podczas uszkodzeń temperaturowych; łatwo je niweluje. Działa ochronnie i szybko się wchłania. Dzięki wysokiej zawartości kwasu oleinowego działa na nasze usta mocno odżywczo.

  • olej z kiełków pszenicy - bogaty w witaminy, zwłaszcza z grupy B, ale także A i E. Ma piękny złocisty kolor i zapach zbożowych pól. Ponadto zawiera fosfolipidy ( zwłaszcza lecytynę) oraz minerały takie jak magnez, wapń, fosfor czy siarkę. Świetnie nadaje się do przesuszonej skóry.

  • wosk pszczeli - świetnie utwardza pomadkę, a także tworzy na ustach ochronną warstwę.

  • witamina E - łagodzi stany zapalne, zmiękcza usta, a także chroni przed degeneracją warstwy lipidowej naskórka.

INCI: Cacao Butter, Triticum aestivum Oil, Prunus Armeniaca ( Apricot) Kernel Oil, Cera Flava, Tocopherol Acetate

Pomadka to biały, plastikowy sztyft wysuwany od dołu o pojemności 6 g. Skład produktu jest zachwycający: krótki i całkowicie naturalny, a dobór składników przemyślany i dostosowany do potrzeb skóry warg. Uwielbiam produkty do ust z woskiem pszczelim, dlatego też od razu wybrałam dla siebie tę pomadkę. Sztyft ma żółty kolor i piękny zapach, który zawdzięcza masłu kakaowemu. Tak. Pachnie jak czekolada – bosko! Pomadka jest odpowiednio twarda, wysuwa się i aplikuje z łatwością. Pod wpływem ciepła warg zamienia się w oleiste masełko, więc mamy na ustach dość płynny produkt. To mnie zaskoczyło. Pomadka się nie lepi. Bardzo ładnie wygładza i odżywia wymagającą skórę warg. Natychmiast przynosi ulgę i komfort spierzchniętym ustom. Niestety bardzo szybko się wchłania… Pozostawiona przez wosk pszczeli warstwa ochronna jest bardzo delikatna i nietrwała, nad czym okropnie ubolewam. Ta „płynność”, która pojawia się po aplikacji, wchłania się praktycznie natychmiast. Jasne wnika i działa jak należy, ale nie zapewnia mi długotrwałej ochrony, a takiej właśnie oczekuję od pomadki ochronnej.

Wosk pszczeli jest na przed ostatnim miejscu w składzie, ja sama dałabym go wyżej. Miałam swego czasu straszną fazę na naturalne balsamy do ust handmade. Ukręciłam ich dziesiątki, zanim konsystencja i trwałość mnie zadowalały. U mnie wosk pszczeli był w składzie bardzo wysoko, ale oczywiście to moja subiektywna opinie. Moje usta są bardzo wymagające i bardzo szybko pierzchną. Jestem totalnie uzależniona od ich smarowania. Pomadkę z Mydłostacji oczywiście zużyję do końca, bo jej zapach i świetny skład są absolutnie tego warte! Tyle że muszę ją nakładać… co chwilę! Może lepiej się sprawdzi latem, kiedy usta nie są narażone na zimno i mroźny wiatr, ale wtedy na pewno nie nazwałabym jej pomadką zimową.

Pomadkę kupisz tutaj.

Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie, powielanie i wykorzystywanie zdjęć bez zgody autora zabronione.

<< Wróć do poprzedniej strony